
- Czy wiesz, co ty do mnie w ogóle mówisz? - wypytywała Mirka, z niedowierzaniem Laura.
- Nie, to nie o to chodzi! Wysłuchaj mnie, proszę! Przemyślałem wielokrotnie to, co do ciebie czuję i postanowiłem się zmienić. Więcej! Ja już się zmieniłem, uwierz mi - potrafię być spokojnym i opanowanym człowiekiem - zapewniał ją były chłopak. - Daj mi szansę jeszcze raz, jeden, jedyny raz, zacznijmy wszystko od nowa, jakbyśmy się dopiero ze sobą poznali. Spróbujmy, a w niedługim czasie przekonasz się sama, że to prawda.
- Nie, Mirku, dawałam ci niejedną szansę - zapanowania nad samym sobą. Przez ostatnie 2 tygodnie, tuż przed naszym zerwaniem ze sobą, obserwowałam cię bardzo uważnie, ale ty tego nawet nie zauważyłeś i nie doceniłeś. Myślę nawet, że jesteś chory i powinieneś się leczyć. W ciągu miesiąca można zrobić małe postępy, ale bardzo ciężko nauczyć się jest samokontroli. Nie twierdzę, że jesteś złym człowiekiem, ale nam wspólnie po prostu nie wyszło. Trzeba się z tym pogodzić, dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi.
W między czasie, w drugim pokoju, nawiązała się rozmowa zupełnie na inny temat.
Rodzice Laury przypomnieli sobie, że zbliżają się małymi krokami imieniny córki. Wypadały co prawda za półtora miesiąca, czyli 17 czerwca w poniedziałek, ale bardzo chcieli jej kupić coś wyjątkowego z tej okazji na prezent.
- Wiesz, nasza Laura bardzo marzy o złotym naszyjniku z serduszkiem - uchyliła rąbka tajemnicy kobieta swojemu mężowi.
- Widziałem, jak nieopodal naszego wieżowca
otwarto zakład złotniczy. Może wybierzemy się tam oboje?
- Tak, tak, jak najbardziej, ale jeszcze nie teraz, najpierw koniecznie musowo wziąć miarę z palca serdecznego u prawej ręki Patrykowi, jak przyjedzie,
bo rozmiar palca serdecznego naszej córki jest mi bardzo dobrze znany. Zamówilibyśmy u jubilera dla nich obojga od razu ślubne obrączki, skoro on nie ma pieniędzy na nie, a ty przecież dałeś im słowo, że co będzie w naszej mocy, postaramy się im pomóc.
- Masz rację, zupełnie wyleciało mi to z głowy - przyznał się żonie mężczyzna.
- Masz już kogoś? - Mirek znienacka zapytał Landrynkę. Dziewczyna nie chciała łamać mu serca udając, że nie słyszy pytania. Nie znosiła również kłamać, więc milczała.
- Powiedz mi, proszę, wprost. Nie owijaj niczego w bawełnę! - nalegał chłopak.
W końcu dziewczyna uznała, że jak powie mu prawdę, odczepi się od niej przynajmniej jeden, z dwóch. Stanowczym tonem głosu potwierdziła:
- Tak, jest już ktoś inny.
Mirek osłupiał. Wstał z fotela i przed swoim odejściem powiedział tylko tyle: - Widzę, że nic tu po mnie, ale gdyby nie wyszło ci z tamtym, pamiętaj, będę nadal czekał, wystarczy tylko jedno twoje słowo... Na biurku pozostawił dziewczynie numer telefonu do siebie. - Do zobaczenia Lauro.
Spojrzała na kartkę. Cyfry wskazywały na telefon komórkowy, nie zwlekając podarła ją z ulgą, mówiąc do siebie samej:
- Żegnaj Mirku.
Tymczasem Patryk znów przypomniał sobie o niej.
Jak go nie było, to nie było. Jakby przepadł, jak kamień w wodę. Natomiast, gdy pojawiał się, to przesiadywał do późna w domu dziewczyny. Nic nie mówiąc swojej matce dokąd się wybrał, na jak długo i kiedy wróci. Dziewczyna pomyślała, że skoro tak się zachowuje wobec najbliższych, to nic dziwnego, że rodzina nie ufa mu i traktuje go jeszcze jak smarkacza, a nie jak dorosłego mężczyznę. Wielokrotnie nakłaniała Patryka:
- Weź, proszę słuchawkę ode mnie, wykręć numer telefonu do siebie i powiedz po prostu - Mamo, wrócę o tej i o tej godzinie, nie martw się o mnie. Wszystko jest w porządku. - Nie musisz wcale jej mówić skąd dzwonisz. Pragnęła wszelkimi sposobami wzbudzić zaufanie nieznanych jej dotąd bliskich Patryka. Sama nawet sięgała po słuchawkę telefoniczną i podawała mu ją. Wtedy wyłączał z gniazdka telefon, odmawiając wykonania tej prośby. To tylko pogarszało i tak już zawiłą sytuację, w którą Patryk wmieszał nie tylko samego siebie, dziewczynę, ale i jej rodziców, narażając wszystkich troje na coraz to bardziej większe nieprzyjemności ze strony jego rodziny - co niebawem miało nastąpić. Była to dopiero cisza przed burzą. Przy którymś ze spotkań nagle matka Laury zapukała do pokoju.
- Wejdź mamo, wejdź. CDN...
Dodany: 15/02/2012 10:28
Patryk skojarzył mi się z typem wiecznego Piotrusia Pana - nieodpowiedzialnego faceta. Teks czytam z zainteresowaniem ciekawa zakończenia
Pozdrawiam serdecznie Assandi
Dodany: 15/02/2012 11:04
Assandi, opróżnij skrzynką pw
Dodany: 15/02/2012 11:41
Już chyba opróżniłam...
Dodany: 15/02/2012 12:10
Oj muszę się wczytać od początku
Dodany: 15/02/2012 16:32
z przyjemnością przeczytałam za pierwszym podjściem
Dodany: 15/02/2012 18:19
Miło było zajrzeć do Ciebie Assandi
Dodany: 15/02/2012 18:31
...przeczytałem